Rozdział IV: If only..
Dźwięk budzika przeszył błogą ciszę, jaka panowała o 6.00 rano.
-Araaai. Wyłącz to ustrojstwo, bo przysięgam, że dziś skończy swój nędzny żywot. -powiedziała Lizz z twarzą w poduszce.
Dziewczyna z jękiem niezadowolenia wstała i wyłączyła budzik, zrzucając po drodze wszystko z szafki nocnej.
Przetarła oczy wierzchem dłoni i rozejrzała się po pokoju.
-Czy ty wczoraj, kiedy spałam zrobiłaś tu jakąś dziką imprezę?! -ożywiła się widząc dookoła opakowania po popcornie i napojach.
-Tak tak możesz przepisać to wypracowanie.. Hrrr....-Lizz chrapała znów jak małe dziecko.
-Elizabeth Merry Lowe! -krzyknęła Arai nie dowierzając.
-Co? Coo?..! -zerwała się z poczochranymi włosami i rozmazanym tuszem.
Arai zaśmiała się i zaczęła pakować śmieci do plastikowego worka.
-Jeżeli Clara wparuję tu teraz, to mam z głowy weekend, więc lepiej wstawaj jeżeli mam Ci pomoc z tym przystojniakiem na imprezie.. -uniosła brwi i patrzyła na nią wymownie.
-...musisz tam być! -wstała gwałtownie i porwała pusty worek z podłogi. -To będzie impreza roku! Sam zaprosił nas pierwszy raz na swoje urodziny. A wiesz przecież, że ta szkolna ''elita'' rzadko zaprasza takich jak my do bogatych dzielnic.. -krzątała się po pokoju podekscytowana.
-Czy ja wiem Lizz, nie mam nawet się w co ubrać. -machnęła ręką w stronę szafy. -A z twoją figurą możesz włożyć wszystko.!
-Nie przesadzaj.. Na ciebie też znajdziemy dobrą kiece. Musisz w końcu kogoś wyrwać. -wskazała na nią ścierką, którą wycierała zalany colą stolik.
-W każdym razie, na prawdę nie wiem dlaczego tak Cię kręcą te dupki. Sam jest okropny i arogancki.. -wzdrygnęła się Arai.
-..ale jaki gorący! -pisnęła Lizz.
Zaśmiały się obie robiąc ostatnie poprawki porządków po babskim wieczorze.
-Chyba będzie ok. -podsumowała po dobrych kilkunastu minutach sprzątania.
-Clara by się nie powstydziła. -powiedziała Arai.
Wyniosły worki za drzwi pokoju i zadowolone przyglądały się swej pracy.
Lizz spojrzała na Arai.
-Minnie.. Dlaczego wciąż nazywasz ją Clara..? To już dwa lata.. -zawahała się.
-Nie. -ucięła. -Nie znasz.. Nie rozumiesz. To jak zdrada własnych rodziców. -Arai zastygła z zaciśniętymi pięściami i patrzyła w podłogę.
-Przepraszam, że w ogóle wspomniałam. Idiotka ze mnie. -spuściła wzrok
.
-Lizz, ja wiem, że chcesz jak najlepiej.-powiedziała po dłuższej chwili. -Ale ani ona, ani Robert, nie będą dla mnie rodziną. Nigdy.
-Rozumiem. -uśmiechnęła się niepewnie.
Arai podniosła wzrok i uśmiechnęła się smutno.
-I czemu znów nazywasz mnie Minnie? Jeszcze urosnę zobaczysz! -popchnęła ją biodrem.
-Mam nadzieję, ale przyznaj ze 15 cm różnicy miedzy nami, kiedy idziemy ulicą, wygląda komicznie.. -parsknęły śmiechem.
***
Ogromna budowla Liceum East River liczyła kilkadziesiąt sal do nauczania, ogromną bibliotekę, w której Arai spędzała najwięcej czasu, stołówkę, basen, siłownię, obskurne toalety, ciasne szatnie i ogromne boisko.
Sama nie miała wielkich wymagań co do szkoły - podstawą była biblioteka.
Dużo książek. Bardzo dużo.
Przez pierwsze dni w szkole rozpływała się mówiąc wszystkim o tym, że 1/4 East River zajmuję właśnie biblioteka.
East River o 7.00 rano było jeszcze puste, jak z horroru. Echo kroków niosło się po korytarzach i tylko czasem widać było kogoś przemykającego obok.
-Można by tu kręcić The Walking Dead. -powiedziała Lizz.
-A z naszym dzisiejszym wyglądem na pewno dostałybyśmy rolę. -ziewnęła Arai.
Szły głównym holem, aż do końca budynku patrząc tylko pod nogi, żeby się nie przewrócić.
-Zamknięte?! -krzyknęła Arai siłując się z klamką biblioteki.
-Co za skandal. -mruknęła z ulgą w głosie Elizabeth.
-Lizz. Ja. Muszę. Coś. Czytać. -wyrecytowała -Twoje szare komórki umrą, zobaczysz!
-Minnie, ja na ten przykład.. -wspięła się na parapet okna obok. -..wolę skupić się na realnym świecie. Nie czekam na fantazyjnego księcia z bajki, tylko jadę do niego na imprezę. W ten weekend.! -spojrzała na nią z triumfem.
-Już dawno zaakceptowałam to, że nie każdy ma wyobraźnię, L. -uśmiechnęła się słodko, gdy zadzwonił dzwonek. -On zawsze wyratuje mnie z opresji.. -powiedziała Arai kierując się do klasy.
***
Ostatnia lekcja z panią Wendy jaką był Francuski, dłużyła się jak zawsze.
Przez większość lekcji w roku wszyscy ćwiczyli odmiany tych samych słówek, zamiast uczyć się nowych.
I tak w kółko.
Arai złapała się na tym, że dwudziesty raz zerka na zegarek w telefonie.
Nagle usłyszała:
'' Gdybym tylko był tu na prawdę.. ''
Dziewczyna podskoczyła i telefon z impetem uderzył o podłogę.
Nauczycielka przerwała pisanie i spojrzała na nią pytająco.
-Czy jakiś problem panno DeVitt? -zsunęła okulary na nos i patrzyła na nią spod czarnych brwi.
Wokół panowała cisza.
-Minnie..? -zaniepokoiła się Elizabeth.
Głos wrócił:
" Powiedz coś. ''
-Tak.. To znaczy.. Wszystko dobrze. -poczuła gorzki smak w ustach i zerknęła na przyjaciółkę. -Słyszałaś to.? -spytała szeptem.
-Ciesz się, że nie kazała ci czyścić ławek z gum do żucia. -odpowiedziała.
-Ty na prawdę nie.. -zamknęła oczy i zacisnęła rękę na brzegu ławki.
Jeszcze nigdy tak bardzo nie chciała, żeby przyjaciółka przestała się jej przyglądać.
-Później wyjaśnię. -rzuciła wychodząc po dzwonku z klasy.
10 minut później Arai szła ze spuszczoną głową i rękami w kieszeniach ulicami miasteczka.
Nie chciała, słuchać pytań przyjaciółki siedząc obok w autobusie jak ostatnio, kiedy opowiedziała jej o śnie z rodzicami.
-Czy ja już powoli wariuję.? -mruknęła do siebie.
Szła tak mamrocząc do siebie spod kaptura już pół godziny.
Mijała kolorowe reklamy i szyldy.. oraz ludzi. Jak zawsze spieszących się gdzieś.
Stanęła na środku chodnika i wystawiła twarz do zachmurzonego nieba, z którego zaczął padać prawie niezauważalny deszczyk.
Westchnęła i kopnęła mały kamień, który potoczył się po nierównym, szarym chodniku i zatrzymał się z impetem na czyjejś kostce.
-Mogłaś mnie zabić. To było niebezpieczne. -wpatrywał się w nią z udawanym niedowierzaniem chłopak.
-Cześć Jeremmy. -uśmiechnęła się. -Co... Co tu robisz..? -spytała.
-Dostałem parę godzin przepustki. Nasz stary ośrodek robi postępy. -zaśmiał się gorzko.
-Wolałabym tam wrócić. Clara ostatnio przychodzi samą siebie. -wzruszyła ramionami.
-Wytrzymasz to, nie z takimi rzeczami dawałaś sobie radę, Minnie. Odprowadzić cię? -pstryknął ją w nos.
-Nagle wszystkim wam się przypomniało.! -oburzyła się teatralnie. -I tak. Poproszę.
Jeremmy zaśmiał się i pociągnął ją za sobą w stronę jej domu.
I nagle wszystkie wspomnienia z tamtego, szczęśliwego życia stały się wyraźniejsze.
'' Gdybyś tylko wiedziała.
Gdybyś tylko.. "
" To było niekontrolowane. Wyłączyłem się kompletnie. Nie myślałem. Nigdy nie zrobiłbym czegoś, przez co poczułaby się nieswojo. Takie mam zadanie.
Ale dziś coś się zdarzyło. Tylko.. Nie powinno być tak mocne. Arai wręcz wystraszyła się moich słów. A powinny co najwyżej przyjść jej na myśl. Jako sumienie..
Nie rozumiem do końca tego co się stało. Być może już za bardzo.. Za intensywnie o niej myślę.
Ale jeżeli ona usłyszała co do niej mówię, to może to na nią źle wpłynąć.
Gdyby tylko wiedziała to wszystko co ja.. ''
z kronik Strażników, 17 wiosna, Broq
-Araaai. Wyłącz to ustrojstwo, bo przysięgam, że dziś skończy swój nędzny żywot. -powiedziała Lizz z twarzą w poduszce.
Dziewczyna z jękiem niezadowolenia wstała i wyłączyła budzik, zrzucając po drodze wszystko z szafki nocnej.
Przetarła oczy wierzchem dłoni i rozejrzała się po pokoju.
-Czy ty wczoraj, kiedy spałam zrobiłaś tu jakąś dziką imprezę?! -ożywiła się widząc dookoła opakowania po popcornie i napojach.
-Tak tak możesz przepisać to wypracowanie.. Hrrr....-Lizz chrapała znów jak małe dziecko.
-Elizabeth Merry Lowe! -krzyknęła Arai nie dowierzając.
-Co? Coo?..! -zerwała się z poczochranymi włosami i rozmazanym tuszem.
Arai zaśmiała się i zaczęła pakować śmieci do plastikowego worka.
-Jeżeli Clara wparuję tu teraz, to mam z głowy weekend, więc lepiej wstawaj jeżeli mam Ci pomoc z tym przystojniakiem na imprezie.. -uniosła brwi i patrzyła na nią wymownie.
-...musisz tam być! -wstała gwałtownie i porwała pusty worek z podłogi. -To będzie impreza roku! Sam zaprosił nas pierwszy raz na swoje urodziny. A wiesz przecież, że ta szkolna ''elita'' rzadko zaprasza takich jak my do bogatych dzielnic.. -krzątała się po pokoju podekscytowana.
-Czy ja wiem Lizz, nie mam nawet się w co ubrać. -machnęła ręką w stronę szafy. -A z twoją figurą możesz włożyć wszystko.!
-Nie przesadzaj.. Na ciebie też znajdziemy dobrą kiece. Musisz w końcu kogoś wyrwać. -wskazała na nią ścierką, którą wycierała zalany colą stolik.
-W każdym razie, na prawdę nie wiem dlaczego tak Cię kręcą te dupki. Sam jest okropny i arogancki.. -wzdrygnęła się Arai.
-..ale jaki gorący! -pisnęła Lizz.
Zaśmiały się obie robiąc ostatnie poprawki porządków po babskim wieczorze.
-Chyba będzie ok. -podsumowała po dobrych kilkunastu minutach sprzątania.
-Clara by się nie powstydziła. -powiedziała Arai.
Wyniosły worki za drzwi pokoju i zadowolone przyglądały się swej pracy.
Lizz spojrzała na Arai.
-Minnie.. Dlaczego wciąż nazywasz ją Clara..? To już dwa lata.. -zawahała się.
-Nie. -ucięła. -Nie znasz.. Nie rozumiesz. To jak zdrada własnych rodziców. -Arai zastygła z zaciśniętymi pięściami i patrzyła w podłogę.
-Przepraszam, że w ogóle wspomniałam. Idiotka ze mnie. -spuściła wzrok
.
-Lizz, ja wiem, że chcesz jak najlepiej.-powiedziała po dłuższej chwili. -Ale ani ona, ani Robert, nie będą dla mnie rodziną. Nigdy.
-Rozumiem. -uśmiechnęła się niepewnie.
Arai podniosła wzrok i uśmiechnęła się smutno.
-I czemu znów nazywasz mnie Minnie? Jeszcze urosnę zobaczysz! -popchnęła ją biodrem.
-Mam nadzieję, ale przyznaj ze 15 cm różnicy miedzy nami, kiedy idziemy ulicą, wygląda komicznie.. -parsknęły śmiechem.
***
Ogromna budowla Liceum East River liczyła kilkadziesiąt sal do nauczania, ogromną bibliotekę, w której Arai spędzała najwięcej czasu, stołówkę, basen, siłownię, obskurne toalety, ciasne szatnie i ogromne boisko.
Sama nie miała wielkich wymagań co do szkoły - podstawą była biblioteka.
Dużo książek. Bardzo dużo.
Przez pierwsze dni w szkole rozpływała się mówiąc wszystkim o tym, że 1/4 East River zajmuję właśnie biblioteka.
East River o 7.00 rano było jeszcze puste, jak z horroru. Echo kroków niosło się po korytarzach i tylko czasem widać było kogoś przemykającego obok.
-Można by tu kręcić The Walking Dead. -powiedziała Lizz.
-A z naszym dzisiejszym wyglądem na pewno dostałybyśmy rolę. -ziewnęła Arai.
Szły głównym holem, aż do końca budynku patrząc tylko pod nogi, żeby się nie przewrócić.
-Zamknięte?! -krzyknęła Arai siłując się z klamką biblioteki.
-Co za skandal. -mruknęła z ulgą w głosie Elizabeth.
-Lizz. Ja. Muszę. Coś. Czytać. -wyrecytowała -Twoje szare komórki umrą, zobaczysz!
-Minnie, ja na ten przykład.. -wspięła się na parapet okna obok. -..wolę skupić się na realnym świecie. Nie czekam na fantazyjnego księcia z bajki, tylko jadę do niego na imprezę. W ten weekend.! -spojrzała na nią z triumfem.
-Już dawno zaakceptowałam to, że nie każdy ma wyobraźnię, L. -uśmiechnęła się słodko, gdy zadzwonił dzwonek. -On zawsze wyratuje mnie z opresji.. -powiedziała Arai kierując się do klasy.
***
Ostatnia lekcja z panią Wendy jaką był Francuski, dłużyła się jak zawsze.
Przez większość lekcji w roku wszyscy ćwiczyli odmiany tych samych słówek, zamiast uczyć się nowych.
I tak w kółko.
Arai złapała się na tym, że dwudziesty raz zerka na zegarek w telefonie.
Nagle usłyszała:
'' Gdybym tylko był tu na prawdę.. ''
Dziewczyna podskoczyła i telefon z impetem uderzył o podłogę.
Nauczycielka przerwała pisanie i spojrzała na nią pytająco.
-Czy jakiś problem panno DeVitt? -zsunęła okulary na nos i patrzyła na nią spod czarnych brwi.
Wokół panowała cisza.
-Minnie..? -zaniepokoiła się Elizabeth.
Głos wrócił:
" Powiedz coś. ''
-Tak.. To znaczy.. Wszystko dobrze. -poczuła gorzki smak w ustach i zerknęła na przyjaciółkę. -Słyszałaś to.? -spytała szeptem.
-Ciesz się, że nie kazała ci czyścić ławek z gum do żucia. -odpowiedziała.
-Ty na prawdę nie.. -zamknęła oczy i zacisnęła rękę na brzegu ławki.
Jeszcze nigdy tak bardzo nie chciała, żeby przyjaciółka przestała się jej przyglądać.
-Później wyjaśnię. -rzuciła wychodząc po dzwonku z klasy.
10 minut później Arai szła ze spuszczoną głową i rękami w kieszeniach ulicami miasteczka.
Nie chciała, słuchać pytań przyjaciółki siedząc obok w autobusie jak ostatnio, kiedy opowiedziała jej o śnie z rodzicami.
-Czy ja już powoli wariuję.? -mruknęła do siebie.
Szła tak mamrocząc do siebie spod kaptura już pół godziny.
Mijała kolorowe reklamy i szyldy.. oraz ludzi. Jak zawsze spieszących się gdzieś.
Stanęła na środku chodnika i wystawiła twarz do zachmurzonego nieba, z którego zaczął padać prawie niezauważalny deszczyk.
Westchnęła i kopnęła mały kamień, który potoczył się po nierównym, szarym chodniku i zatrzymał się z impetem na czyjejś kostce.
-Mogłaś mnie zabić. To było niebezpieczne. -wpatrywał się w nią z udawanym niedowierzaniem chłopak.
-Cześć Jeremmy. -uśmiechnęła się. -Co... Co tu robisz..? -spytała.
-Dostałem parę godzin przepustki. Nasz stary ośrodek robi postępy. -zaśmiał się gorzko.
-Wolałabym tam wrócić. Clara ostatnio przychodzi samą siebie. -wzruszyła ramionami.
-Wytrzymasz to, nie z takimi rzeczami dawałaś sobie radę, Minnie. Odprowadzić cię? -pstryknął ją w nos.
-Nagle wszystkim wam się przypomniało.! -oburzyła się teatralnie. -I tak. Poproszę.
Jeremmy zaśmiał się i pociągnął ją za sobą w stronę jej domu.
I nagle wszystkie wspomnienia z tamtego, szczęśliwego życia stały się wyraźniejsze.
'' Gdybyś tylko wiedziała.
Gdybyś tylko.. "
" To było niekontrolowane. Wyłączyłem się kompletnie. Nie myślałem. Nigdy nie zrobiłbym czegoś, przez co poczułaby się nieswojo. Takie mam zadanie.
Ale dziś coś się zdarzyło. Tylko.. Nie powinno być tak mocne. Arai wręcz wystraszyła się moich słów. A powinny co najwyżej przyjść jej na myśl. Jako sumienie..
Nie rozumiem do końca tego co się stało. Być może już za bardzo.. Za intensywnie o niej myślę.
Ale jeżeli ona usłyszała co do niej mówię, to może to na nią źle wpłynąć.
Gdyby tylko wiedziała to wszystko co ja.. ''
z kronik Strażników, 17 wiosna, Broq
Komentarze
Prześlij komentarz