Rozdział I: Run

     ,,Nie tam, Arai. Nie dzisiaj.''
Dziewczyna zatrzymała się i wyjęła z uszu swoje sportowe, niebieskie słuchawki i otarła czoło wierzchem dłoni. Czuła mocne palenie w płucach po długim wysiłku.
Podniosła głowę i ogarnęła wzrokiem okolice.
Było nadzwyczajnie cicho.
Za cicho jak na tą porę.
Codziennie w tych stronach witał ją śpiew ptaków i wiatr poruszający zielonymi koronami drzew.
Przed nią wiła się wąska dróżka, która zachęcała do dalszej drogi.
Jej trasa do biegania prowadziła przez pagórki i zakręcała ostro, znikając w lesie.
Dziewczyna odwróciła się, żeby popatrzeć jak co dzień, dumnie w dół wzgórza, które pokonała setny raz.
Zerknęła na wyświetlacz telefonu, żeby sprawdzić godzinę: 17.39
Rzuciła ostatnie spojrzenie dróżce przed sobą i po chwili wahania zawróciła.
Szła spokojnym krokiem, normując oddech. Obserwowała czubki zakurzonych butów zastanawiając się, czy nie wariuje.
Czym niby przejęła się jej podświadomość..?
Rzadko kiedy ignorowała przeczucia.
Były jak najlżejsza myśl, którą nie słyszała, ale bardziej czuła.
A teraz ona kazała skończyć bieganie jak na dziś.
Wcale nie miała zamiaru się z nią kłócić.
Miała wypieki na twarzy, które pojawiły się tam po wysiłku.
Przecież w tym wszystkim nie chodzi o to, żeby się skatować, prawda?
Na dziś może odpuścić.
Poczuła na sobie czyjś wzrok i zerknęła przez ramię.
Zauważyła, że na skraju polany stoi pickup, z którego grupka nastolatków wypakowywała zgrzewki z piwem.
Szykowali się na ''piknik'', oczywiście nie przejmując się tym, że jest środek tygodnia.
Arai kojarzyła ich. Szkolni leserzy.
Bezwstydni i nieprzewidywalni.
Wolała darować sobie to towarzystwo.
Nie potrzebowała niezmiernie ''zabawnych'' uwag i żartów.
Jeden z chłopaków świdrował ją wzrokiem.
-Hej kochanie, może dołączysz do nas? -lustrował ją od góry do dołu.
Miał oczy koloru węgla i platynowe blond włosy.
Kiedy wlepiał w nią oczy, wydawało się jakby prześwietlał wszystkie myśli i sekrety.
Wzdrygnęła się.
,,Arai.'' -niemal usłyszała ostrzegawczy głos w głowie. -,,Nie zatrzymuj się.''
Reszta ekipy podążyła za wzrokiem chłopaka.
-Nie, dzięki..-powiedziała i przyśpieszyła kroku.
-Chodź! Będzie.. dobra zabawa -zachęcał blondyn odsłaniając zęby w tajemniczym uśmiechu .-Nie? Twoja strata! Do zobaczenia.
Arai nie odwracała się więcej.
Dziękowała ironicznie swojemu przeczuciu, za to, że zawróciła w porę ze ścieżki.
To towarzystwo wydawało się być jak wszyscy inni.
Ale dlaczego więc wzrok czarnookiego wywoływał u niej gęsią skórkę?
Wszystkie zmysły krzyczały:
''Uciekaj!''
Idąc i rozmyślając parsknęła śmiechem.
-Jestem przewrażliwiona. -powiedziała na głos.
Ale dopiero kiedy zbliżyła się do miasta i usłyszała znajomy gwar ulic, odetchnęła z ulgą.

,,Myślałem, że dostając tak ważne zadanie, jakim jest opieka nad Duszą, będę przygotowany absolutnie na wszystko. Opiekun powinien, jak sama nazwa mówi, opiekować się, obojętnie co by się działo. Ale dzisiaj wszystko było gotowe zakończyć się inaczej, mniej szczęśliwie. Użyłem zbyt natarczywych myśli. Jak mam ją chronić? To staje się coraz trudniejsze. Kiedyś wystarczyło podpowiadać, że ma trzymać się blisko rodziców i trzymać z dala od ruchliwej ulicy. Ale teraz, wyrosła. Zmienia się tak szybko, że nie nadążam za nią. Duma z jej osiągnięć zmienia się w zachwyt jej wdzięku i dobroci. Mogę jej szeptać do snu i uspokajać, kiedy wbija paznokcie w dłonie z nerwów, ale coraz mniej mogę ją chronić.. ''
z kronik Strażników, 17 wiosna, Broq


-Oni są niestabilni psychicznie.! -krzyknęła Lizz na cały dom. -Mogło ci się cos stać! Zabraniam ci tam biegać, to już nie jest śmieszne. Daj drugą rękę.
Obie siedziały na szerokim parapecie pokoju Arai i kończyły robić kolorowy manicure.
Dziewczyna opowiedziała o całym wczorajszym wyrażeniu na ścieżce.
-Oni są.. Inni. Jest w ich zachowaniu coś niepokojącego. -zamyśliła się.
-Halo! Może to, że próbowali wciągnąć cię do ich ''zacnego'' towarzystwa jako jedyną dziewczynę?! -wzdrygnęła się.
-Może..-odpowiedziała niepewnie.
Nie powinna wahać się do do osądu sytuacji, w jakiej się znalazła.
Oni byli podejrzani i niebezpieczni.
To wydawało się logiczne.
Nie chciała przyznać się przed samą sobą, że mała, maleńka cząstka jej chciała podejść do czarnookiego chłopaka i przekonać się, jak czuła by się w ich towarzystwie.
Nie bałaby się.
Tak czuła.
Kiedyś, często miewała uczucie deja vu, ale nie przeszkadzało jej ono jak większości ludzi.
Wręcz czekała na nie i cieszyła się.
Miała wrażenie, że kiedy ma przeczucie, że wszystko się powtarza, jest dokładnie tak, jak być powinno.
Przynajmniej do tego czasu.
Poczuła się tak wczoraj. Na ścieżce.
Święcie wierzyła w efekt motyla.
Każdy twój ruch i decyzja fundamentalnie mogą zmienić przyszłość.
I ta możliwość często ją kusiła.
 Co by było gdyby poszła kiedyś inną uliczką i co by było..
 Co by było gdyby zechciałaby wtedy pojechać na ten pieprzone zakupy..?
Może wtedy wszystko by się zmieniło, byłoby inne.
Może..
Nie.
Nie mogła teraz się rozkleić.
-Arai! Zasnęłaś tam?? -Lizz machała jej ręką przed oczami.
- Nie, przepraszam. Co mówiłaś? -zwróciła się do niej mrugając wyrwana z przemyśleń.
-Mówię, że skończyłam! Możesz podziwiać. -skrzyżowała ręce na klatce dumna ze swojej pracy.
-Są śliczne, dziękuję. -przyglądałam się dłoniom. -Ja chyba idę wcześniej spać. Nie mam nastroju na romantyczne komedie..
-Nie ma sprawy, sama zobaczę powtórkę Dzikich Serc -wybuchła śmiechem.
Prawie od razu po tym, jak przyłożyła głowę do poduszki, odpłynęła.
Dźwięki z telewizora wydawały się coraz bardziej odległe i ciche.
Dobranoc Aniele -powtórzyła jak co wieczór, niczym modlitwę.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział IV: If only..

Wstęp