Rozdział II: Dream

Popołudniowe słońce malowało piegi na nosie małej Arai.
Zawsze odważnie patrzyła w światło mimo to, że za każdym razem marszczyła czoło od intensywności promieni.
Jak co niedzielę, park był wypełniony ''wysepkami'' z koców, do których co raz przebiegały dzieci.
Drzewa rzucały długie cienie, a w powietrzu było czuć rodzinną atmosferę.
Bezchmurne niebo nigdy nie było tak niebieskie, jak tego dnia.
A czas nigdy nie płynął tak wolno.
Spokój i szczęście jakim emanowało to miejsce na zawsze zostawały w pamięci.
To było jak ta chwila, którą jak wspomnienie z dzieciństwa czule pielęgnuje się w podświadomości, aby przypadkiem nie puścić go w zapomnienie lub żeby nie zakrzywić jego obrazu.
Na kwiecistym kocyku były rozłożone różne piknikowe smakołyki, za którymi Arai wręcz przepadała.
Marchewkowe babeczki, truskawki w czekoladzie i małe kanapeczki, koniecznie bez skórki.
Ona sama, skakała po stopniach fontanny chlapiąc wszystkich dookoła. Śmiała się przy tym rozkosznie, ukazując lekkie dołeczki w policzkach.
Obok siedzieli rodzice przyglądając się z uśmiechem poczynaniom córeczki.
O tej porze w parku było dużo ludzi, dzieci bawiły się na huśtawkach i machały do niej ochoczo.
-Uważaj na schodkach! -ostrzegła ją za późno mama.
Śliskie kamienie i grawitacja wygrały. Jasnowłosa dziewczynka leżała już jak długa na twardej kostce, a w niebieskich oczkach powoli pojawiały się łzy.
Dzieci przestały się bawić patrząc zaciekawione.
Chwilę potem, była już w ciepłych objęciach, oznajmiając głośno o swojej rozpaczy.
-No już, już.. Ciii.. -głos był zaskakująco kojący. Małej Arai od razu odechciało się płakać i potarła oczka ręką.
-Booooolii! -pokazała na obite kolano.
-To tylko małe stłuczenie..-mama pocałowała nóżkę. -Mogło się stać coś o wiele gorszego.! 
Dziewczynka chlipała jeszcze chwilę wtulając się w miękkie włosy.
-Na szczęście twój aniołek czuwa nad tobą. -powiedziała mama.
-Aniołeek..? -z zaciekawieniem podniosła mokre oczy.
-Twój anioł stróż. Opiekuje się tobą bez przerwy.. -pocałowała dziewczynkę w czoło. -Zawsze będzie żeby cię pocieszać, tak jak my. 
Mama kołysała ją w ramionach tak długo, aż zapłakane oczy zamknęły się same.
-Zawsze będzie przy tobie.. -usłyszała jeszcze z oddali.
\
Nagle wszystko rozmyło się, jakby było zrobione z białej mgły.
Arai usiadła wyprostowana na łóżku, wyciągnięta ze snu, ciężko oddychając, a po jej policzku spływała pojedyncza łza.
Po raz kolejny świadomość bolała, była nie do zniesienia. Koszula kleiła jej się do ciała, a w pokoju wydawało się być nienaturalnie gorąco.
To wspomnienie było zakorzenione tak mocno w jej pamięci, że odbiło się z lustrzaną dokładnością we śnie.
-Tęsknię za wami.. -wyszeptała ze łzami w oczach.
Wtedy jeszcze nie wiedziała, jak będzie wyglądać jej przyszłe życie i gdzie zaprowadzi ją los.
Dzień, w którym wszystko się zmieniło nadszedł potem szybko i brutalnie.
Szczęśliwe chwile były już tylko na zdjęciach i w pamięci.
Oddałaby wszystko, za jeden dzień razem.
Za jeden uścisk.
Jedno spojrzenie..
Zakryła usta ręką żeby powstrzymać niekontrolowany szloch.
-Znowu nie możesz spać?.. -usłyszała zaspany głos z łóżka obok.
Opanowała się i z dumą stwierdziła, że jej głos nie drży tak bardzo, jak myślała.
-Wszystko ok. Śpij już Lizz. -powiedziała cicho.
Długo jeszcze patrzyła się w przestrzeń niewidzącym wzrokiem i wsłuchiwała w spokojny oddech przyjaciółki.
W ciszy, jaka nastała, słyszała odbijające się echem słowa.
Zawsze będzie przy tobie..
Zawsze.


,,Patrzenie jak Dusza rośnie razem z ciałem, rozwija się i poznaje świat jest niesamowite. Sam poznaję go razem z nią, ale jej szczęście przyćmiewa mi wszystkie wspaniałości, z których ona się cieszy. Spuszczenie z oka Arai równa się z kolejnym siniakiem lub zadrapaniem. Dziś zdobyliśmy nowego, fioletowego siniora z zabawy w parku. Rozproszyłem się tylko na chwilę, wygląda na to, że na za długo. Przywilej Strażnika jest taki, że o ile jest to zgodne z  moralnymi zasadami, słucha się sam siebie.
Chroń Duszę za wszelką cenę. Odwiedź od zła.
Wskaż drogę.
Prowadź.
Ale nie ujawniaj fizycznie swojej obecności.
Zdążyło się tez coś nowego. Dziś pierwszy raz rozmawiała ze mną przed snem. Mama powiedziała jej, że każdy ma Strażnika, a ja pomogłem jej wyobrazić sobie mnie. Prawdziwego.
Poczułem przypływ ciepła, tak jak zawsze kiedy Dusza czuła, że wszystko jest na swoim miejscu.
Czuwając nad jej snem, usłyszałem bezwiedne:
Dobranoc Aniołku. ''

z kronik Strażników, 5 wiosna, Broq



Promienie słońca obudziły Arai ciepłymi muśnięciami. Odbijały się od kryształowej lampki tworząc rozsiane po poduszce, maleńkie tęcze.
    Wyciągnęła rękę, próbując ich dotknąć. Oglądała je przez chwilę na swojej dłoni.
     -Co ci się śniło w nocy? -usłyszała ciche pytanie.
    Nie miała ochoty teraz tego wszystkiego wspominać. Na samą myśl czuła ciężar na sercu i mdłości.
Nie chciała jednak ignorować przyjaciółki, sama też wiele przeszła.
    -W sumie, to był piękny sen. -powiedziała ze ściśniętym gardłem.
    -Widziałam, jak płakałaś.. Ja na prawdę chcę ci pomóc.. -zapewniała Lizz.
    -Mi się nie da pomóc! -wybuchła Arai. -Dlaczego akurat tamtego dnia odmówiłam tych cholernych zakupów?! -krzyczała.
    -Arai.. -przyjaciółka miała łzy w oczach. Objęła ją ramieniem.
    -Przepraszam. Przecież już to przerabiałam.. -wytarła twarz rękawem. -Już jest ok.
Lizz wycofała się i wyszła z pokoju.
    Arai usiadła na swoim wysokim łóżku podkulając nogi i przyglądała się różnym ludziom na chodniku.
Każdy spieszył się do swoich spraw, nie zwracając uwagi na siebie nawzajem.
Poczuła ukłucie żalu.
     Nie jesteś jak oni. -usłyszała w głowie.
     -Ale chciałabym nic nie czuć, jak oni. -odpowiedziała sama sobie.
Długo patrzyła się w przestrzeń pustym wzrokiem.
Z czasem na szybie pojawiły się duże krople deszczu.
Tego dnia świat płakał razem z nią.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział IV: If only..

Rozdział I: Run

Wstęp